Niech ich wszystkich diabli!... .

Ivy ma prawdziwe zlecenie, pomyślałam cierpko. Ivy ma własne życie. Ivy nie usiłuje udowodnić, że najważniejszy, najbardziej ukochany obywatel miasta jest magnatem bioleków i jednocześnie bawić się w szefa kuchni.. Tak naprawdę, to nie żyję.. Wyglądała na zajętą.. Nie mam innego wyboru oprócz tego jak iść na policje i oskarżyć was. Samochód stał na poboczu, tam gdzie go zostawiła. Trzęsącymi się rękami otworzyła drzwiczki, cały czas pewna, że ten napakowany sterydami maczo zaraz ją dogoni. Wiedziała, że jej strach jest irracjonalny, ale nie była w stanie go opanować. Padła na skórzane siedzenie swojego minicoopera. Wetknęła kluczyk do stacyjki i zapaliła silnik. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy ruszała, wciskając z całych sił pedał gazu. Samochód wpadł na drogę jak bolid, z piskiem opon i swądem palonej gumy..